Tajemnice i ciekawostki Nowej Zelandii
(wielojęzycznie, po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Uaktualizowano:
30 lipca 2008


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Główna
tej witryny:)


Index

(Tu po polsku:)

Nowa Zelandia

Źródłowa replika tej strony

Tapanui

Grzałka soniczna

Korea

Hosta

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Nirwana

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(Here in English:)

New Zealand

Source replica of this page

Tapanui

Sonic boiler

Korea

Hosta

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

Nirvana

The Bible

Free will

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Aquí en espańol:)

Nueva Zelanda

Energía libre

Página de Telekinesis

About me

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

members.fortunecity.com/timevehicle

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

energy.atspace.org

evil.thefreehost.biz

fruit.sitesled.com

god.ez-sites.ws

karma.freewebpages.org

memorial.awardspace.info

newzealand.myfreewebs.net

parasitism.about.tc




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Gdyby ktokolwiek nas zapytał jaki kraj na świecie jest najbardziej tajemniczy, prawdopodobnie mielibyśmy poważne trudnosci z dokonaniem wyboru. Wszakże wiemy o piramidach z Egiptu, o tajemniczych kamiennych monumentach z Południowej Ameryki, o Wielkim Murze Chińskim i o wszelkich owych tajemnicach jakie go otaczają, itd. Nigdy byśmy zapewne nie przypuszczali, że miniaturowe wersje tych tajemnic z wszelkich innych krajów, można także znaleźć w Nowej Zelandii. I tak Nowa Zelandia w części zwanej Coromandel posiada dwie małe piramidy, w lasach Kaimanawa posiada ruiny kamiennej świątyni w stylu Machu Picchu (jak te z Peru), w tzw. Northland posiada ona miniaturę Wielkiego Muru Chińskiego, posiada ona także własne miejsce eksplozji jakie jest nawet bardziej spektakularne niż słynna eksplozja Tunguska z 1908 roku z Centralnej Syberii, a na dodatek do tego wszystkiego posiada ona jeszcze wiele lokalnych tajemnic jakie wcale nie występują w innych krajach świata, oraz jakie w Nowej Zelandii mogą być tanio badane przez wszystkich zainteresowanych. Czyli owa popularna opinia o Nowej Zelandii, że jest to kraj w jakim niemal wszystko jest czyimś monopolem niedostępnym dla normalnej kieszeni, oraz gdzie jedynie daje się zobaczyć 1000 owiec przypadających na każdego mieszkańca, jest dosyć mylące. Problem leży jednak w tym, że w sprawie tajemnic swego kraju Nowozelandczycy są wyjątkowo nieśmiali i skromni. Nie lubują się oni w przechwałkach na temat posiadanych tajemnic. Szczególnie jeśli tajemnice te nie są uznawane ani wytłumaczalne przez dzisiejszą oficjalną naukę. Raczej wolą zabrać swojego rozmówcę na dobry kufel piwa, lub obejrzeć z nim podniecający mecz rugby, niż wymądrzać się w wyjaśnianiu miejscowych tajemnic. W ten sposób, na przekór że kraj ten dosłownie przelewa się tajemnicami, ktoś musi mieć wiele szczęścia aby cokolwiek znaleźć na ich temat w miejscowych broszurkach turystycznych czy w miejscowych oficjalnych publikacjach.


Część A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Czym jest niniejsza strona internetowa:

       Niniejsza strona internetowa właściwie jest wstępnym raportem który podsumowuje wyniki moich prywatnych badań nad tajemnicami Nowej Zelandii. Jest ona nastawiona na ujawnienie w jakich obszarach badania te zostały dokonane, oraz jakie wyniki one wniosły. Ponadto wskazuje ona gdzie dokładnie w moich monografiach naukowych badania nad daną tajemnicą zostały opisane bardziej szczegółowo i dostarcza darmowych egzemplarzy tych monografii dla załadowania sobie do własnego komputera. Strona ta wskazuje też dokładne dane innych źródeł informacji związanych z daną tajemnicą, takich jak artykuły w gazetach, nazwy miejsc, itp. Poprzez dostarczenie tego wszystkiego, identyfikuje ona te rodzaje tajemniczych widoków i zjawisk, które są warte oglądnięcia w Nowej Zelandii. Wszakże nie daje się niczego znaleźć na ich temat w oficjalnych przewodnikach turystycznych. Podczas czytania o opisywanych tutaj tajemnicach, warto sprawdzić ich położenie na mapach Nowej Zelandii. Mapy te można znaleźć na stronie internetowej www.linz.govt.nz. Ponieważ jestem naukowcem który strannie bada każdą z tajemnic opisywanych poniżej, razem z prezentacją każdej z nich podałem również moje własne wyjaśnienie dla mechanizmu jaki za tajemnicą tą się ukrywa. Zapraszam każdego do zweryfikowania zasadności tych moich wyjaśnień.


#A2. Istnieje też alternatywny obraz Nowej Zelandii:

       Jeśli ktoś zwiedza Nową Zelandię za pośrednictwem jakiejś oficjalnej wycieczki poprzez biuro podróży, wówczas ogląda tam standardowe widoki. Znaczy przewodnicy pokazują ten kraj pełen tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk mniej więcej w następujący sposób: oto gejzery Rotoruy - aby móc oglądać podobne poza Nową Zelandią trzeba się wybrać aż do Islandii albo do USA, oto świecące się glizdy - wyglądają one niemal jak zakotwiczone w jednym miejscu robaczki świętojańskie z Europy lub świetliki "klip-klip" z Malezji, oto lodowce wybrzeża zachodniego - aby zobaczyć podobne trzeba się wybrać do Norwegii lub na Alskę, tutaj turyści mogą nabyć nowozelandzkich owoców - są one tu niemal równie tanie jak w sklepach, tutaj wolno poglaskac owieczki - oczywiście dopiero po wykupieniu tej atrakcji, itd., itp. (Po przykład potraktowania przez biura podróży patrz artykuł "Chinese get souvenirs, not the Kiwi sights" (tj. w tłumaczeniu znaczeniowym "Chińczykom oferowane są pamiątki, a nie faktyczne widoki Nowej Zelandii") ze strony A5 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), January 25, 2008. Z kolei życiowa rada dla turystów odwiedzających Nową Zelandię zawarta jest w artykule "Travel in groups, Asians told" (tj. "Zawsze poruszaj się w grupie, Azjaci instruowani") ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Press, wydanie z czwartku (Thursday, July 3, 2008.) Tymczasem w Nowej Zelandii można zobaczyć też rzeczy których nie daje się zobaczyć w żadnym innym kraju - tak jak niniejsza strona to wyjaśnia. Większość też z nich jest do wglądu za darmo. Trzeba jedynie wiedzieć gdzie ich poszukiwać, oraz oczywiście trzeba nieco zboczyć z ustalonych szlaków turystycznych.


#A3. Cele do osiągnięcia poprzez niniejszą stronę:

       Niniejsza strona ma na celu pokazanie alternatywnej Nowej Zelandii. Znaczy pokazanie Nowej Zelandii pełnej tajemnic, niewyjaśnionych zjawisk, naukowych zagadek których niemal nikt nie bada, szokującej historii której istnieniu oficjalnie się zaprzecza, itp. Czyli zobaczenie tej unikalnej Nowej Zelandii, jaka wcale nie jest powtórzeniem któregokolwiek z innych miejsc na Ziemi.
* * *
       Tak więc proponuję rzucić okiem na te ciekawostki i tajemnice Nowej Zelandii, które zdążyłem już przebadać i przetransformować w poniższą ich prezentację. Oto one.


Część B: Lista konwencjonalnych ciekawostek odnoszących się do ludzi, które poprzednio były prezentowane w tej części niniejszej strony, jednak w lipcu 2008 roku zostały przeniesione do odrębnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi:

       Oto zestawienie tytułów i krókich streszczeń poszczególnych punktów z tej części niniejszej strony. W lipcu 2008 roku punkty te zostały bowiem przeniesione z tej strony na stronę newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi. Proszę odnotować, że tytuły i numeracja owych punktów została poniżej zachowana w tej samej konfiguracji w jakiej oryginalnie tutaj występowała. Do punktów tych dołączono też ilustracje które poprzednio były im przyporządkowane - chociaż wydatnie skrócono podpisy towarzyszące owym ilustracjom. Po pełne opisy owych punktów, oraz po pełne podpisy pod tymi ilustracjami, należy zaglądnąć do strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi.


#B1. Wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - znaczy starożytny instrument jaki alarmuje o zbliżającym się trzęsieniu ziemi zanim ono nas uderzy.

       Jeśli czytelnik interesuje się aparatem zbudowanym przez starożytnych Chińczyków w 132 roku AD (czyli niemal 2000 lat temu), który to aparat pozwalał na zdalne wykrywanie gotujących się trzęsień ziemi na odległości nawet przekraczające 500 km, powinien zaglądnąć do punktu #G4 tamtej pokrewnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi. Aparat ten opisany jest też w moim referacie na konferencję naukową ICST-2005. Referat ów może być znaleziony pod adresem http://www-ist.massey.ac.nz/conferences/icst05/proceedings/ICST2005-Papers/ICST_112.pdf. Replika addająca przybliżony wygląd tego aparatu jest wystawiona w nowozelandzkim muzeum Te Papa.

Rys. #B1.

Rys. #B1: Powyższe zdjęcie pokazuje przybliżony wygląd owego zdalnego wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi wystawionego do oglądania w nowozelandzkim muzeum Te Papa. Aparat ten odbiera "chi" (tj. sygnały telepatyczne) wysyłane przez każde trzęsienie ziemi które dopiero się gotuje. Po ich wykryciu podnosi on alarm zanim trzęsienie to uderzy. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)


#B2. Techniczne cuda świata:

       Niezależnie od opisanego w powyższym punkcie #B1 aparatu do zdalnego wykrywania trzęsień Ziemi, w starozytności na naszej planecie zbudowanych zostało cały szereg innych urządzeń technicznych, których zaawansowanie technologiczne przekracza nawet dzisiejszy poziom wiedzy i techniki naszej cywilizacji. Niestety, z powodów opisanych w punkcie #G1 strony boiler_pl.htm - o historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy, technologia budowy tych cudownych urządzeń technicznych została stracona dla naszej cywilizacji. Urządzenia te muszą więc zostać wynalezione przez ludzi od samego początku. Ponownie wynalazki te będą więc musiały się przebijać przez blokady "przekleństwa wynalazców". Pełny wykaz oraz opisy owych "technicznych cudów świata" zawarte są w punkcie #G3 odrębnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi.


#B3. Tajemnicze przekleństwo wynalazców które prześladuje wszystkich twórczych ludzi, oraz jego ofiary w Nowej Zelandii:

       W Nowej Zelandii szczególnie silnie wyniszcza twórczych ludzi szokujące zjawisko które ja bezosobowo nazywam "przekleństwem wynalazców". Faktycznie jednak za działanie tego zjawiska odpowiedzialne są konkretne moce którym pozwala się wyniszczać twórczych ludzi zupełnie bezkarnie. Wykaz nowozelandzkich wynalazców których zjawisko to zniszczyło, uniemożliwiając im wdrożenie swoich wynalazków, zawarty jest w punkcie #G1 strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi.

Rys. #B2. Maszyna elektrostatyczna Wimshursta
Rys. #B2. Dr Jan Pajak i maszyna Wimshurst'a - czyli jeden z moich własnych wytłumionych wynalazków. Fotografia ta pokazuje mnie (dra inż. Jana Pająka) trzymającego w rękach nową maszynę elektrostatyczną Wimshurst'a, którą zakupiłem z zamiarem użycia jej jako inicjującego podzespołu do budowy efektywnego urządzenia darmowej energii nazywanego "telekinetyczna influenzmaschine" - po szczegóły patrz strona telekinetyka.htm - a urządzeniach telekinetyki. Oryginalnie jest to rysunek 11 z monografii [6/2]. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Rys. #B3. Pomnik dla Richarda Pearse

Rys. #B3. Pomnik Richard'a Pearce oraz Dr Jan Pajak - czyli wynalazek i wynalazca zniszczeni przez własnych rodaków. Powyższa fotografia pokazuje pomnik wystawiony Richard'owi Pearse oraz jego samolotowi. Pomnik ten wzniesiony został niedaleko małego miasteczka "Pleasant Point" z Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Oznacza on miejsce w którym samolot Pearse'a z sukcesem został wypróbowany w locie. Więcej informacji na temat losów Richard'a Pearce i jego samolotu zaprezentowanych zostało na stronie mozajski.htm - o wynalazcy pierwszego w świecie samolotu. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Rys. #B4. Samolot Aleksandra F. Mozajskiego (oblatany w 1882 roku)

Rys. #B4. Pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji latem 1882 roku (tj. na 21 lat przed Braćmi Wright). Pokazany on jest na powyższej ilustracji zreprodukowanej ze starej rosyjskiej encyklopedii. Na nieszczęście, "przekleństwo wynalazców" spowodowało, że świat nigdy nie dowiedział się o tym samolocie, podczas gdy jego plany i prototyp gromadziły kurz w przepastnych archiwach carskiej Rosji. Więcej danych o samolocie Możajskiego można znaleźć na stronie mozajski.htm - o Aleksandrze Możajskim który jako pierwszy w świecie zbudował samolot. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Rys. #B5. Motocykl słynnego geniusza technicznego Johna Britten

Rys. #B5. Od około 2004 roku, w najważniejszym muzeum Nowej Zelandii zwanym "Te Papa", na 3-cim piętrze wystawiony był ten super-motocykl skonstruowany przez nowozelandzkiego geniusza technicznego o nazwisku John Britten. (Motocykl ten ciągle był tam wystawiany w styczniu 2008 roku, kiedy to dokonywałem kolejnej aktualizacji niniejszej strony.) Niestety, ów niezwykle dobrze zapowiadający się wynalazca i konstruktor, niespodziewanie zmarł na raka w 1995 roku, w środku najbardziej twórczego okresu swego życia, w wieku około 45 lat. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)


#B3.1. Wynalazca którego warto poznać - czyli "rekordzista świata" którego paląco potrzebny wynalazek jest już blokowany przez ponad 60 lat (tj. przez ponad 2/3 długości jego życia):

       W punkcie #G2 odrębnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi opisany jest nowozelandzki wynalazca oraz pokazany jego wynalazek, losy których są szczególnie wymowne. Wynalazca ten i jego wynalazek są niszczone przez owo "przekleństwo wynalazców" już przez okres ponad 60 lat. Na temat jego losu i szokujących perypetiów życiowych istnieje także całkowicie odrębna strona internetowa boiler_pl.htm - o historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.

Rys. #B6

Rys. #B6: Mr Peter Daysh Davey demonstruje rewolucyjną "grzałkę soniczną". Grzałka ta powstrzymywana była przez "przekleństwo wynalazców" przed wdrożeniem jej do produkcji fabrycznej przez rekordowy okres ponad 60 lat. Szokująca historia rewolucyjnego wynalazku owej grzałki Pana Davey, opisana została też na odrębnej stronie internetowej boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)


Część C: Niezwykłości Nowej Zelandii wynikające z nietypowej historii i kolei losów tego lądu:

      


#C1. Brak rodzimych zwierząt lądowych:

       Niemal każde państwo na świecie posiada najróżniejsze miejscowe zwierzęta lądowe, takie jak ssaki, węże, itp. Jednak nie Nowa Zelandia. Miejscowe stworzenia Nowej Zelandii głównie obejmują ptaki oraz kilka innych gatunkow jakie mogły dostać się do Nowej Zelandii za pośrednictwem podmuchów wiatru, lub będąc uczepione do powierzchni najróżniejszych obiektów jakie tam przypłynęły niesione prądami oceanów. Oryginalnie Nowa Zelandia nie miała więc ani węży, ani ssaków, ani nawet ryb całkowicie słodkowodnych. Oczywiście, to ma wiele dobrych stron, bowiem w Nowej Zelandii jak narazie nikt nie musi się bać np. węży. Stąd scena taka jak ta pokazana na zdjęciu z "Rys. #C1" narazie nie może się tam zdarzyć. (Aczkolwiek najróżniejsi niszczycielscy przemytnicy usilnie się starają aby przemycić kilka jadowitych węży do Nowej Zelandii.) Nowa Zelandia ukrywa jednak również i naukową tajemnicę oraz rodzaj "paradoksu fauny" wynikających z owego braku rodzimych zwierząt lądowych. Mianowicie, dlaczego Nowa Zelandia nie posiada owych miejscowych zwierząt lądowych, na przekór że jest pełna ich skamienielin?

Rys. #C1.

Rys. #C1: Ogromny wąż dusiciel pyton uchwycony na zdjęciu wkrótce po tym jak zadusił on człowieka - "tapper'a" i przystępował do jego połknięcia. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) (Nazwa "tapper" przyporządkowana jest w Malezji do osób które spuszczają żywicę z drzew kauczukowych - pochodzi ona od angielskiego słowa "tap" czyli "spuszczać".) Powyższa fotografia ilustrowała artykuł "Python kills tapper" (tj. "Pyton zadusił tapper'a") jaki ukazał się na stronie 7 w Malezyjskiej gazecie The Sun, wydanie datowane 6 września (September) 1996 roku. W czasie kiedy owo zaduszenie człowieka przez ogromnego węża miało miejsce w Malezji, ja właśnie przebywałem w tamtym kraju. Przez więc spory czas owo zdjęcie odbierało mi smak na wybieranie się na wycieczki do tropikalnej dżungli, co przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem było jednym z bardziej moich ulubionych zajęć ruchowych. Wcale nie odstraszało mnie wówczas, że tropikalna dżungla w Malezji jest pełna niebezpiecznych zwierząt. Oprócz węży dusicieli, takich jak ten pokazany powyżej, żyją tam wszakże dzikie tygrysy i dzikie słonie, ogromne mordercze krokodyle, silne i agresywne małpy (orangutany), szerszenie i skorpiony których jedno ukąszenie zabija, a także całe zatrzęsienie najróżniejszych jadowitych węży, ze wszystkimi odmianami słynnej kobry na czele. Praktycznie też w tropikalnej dżungli wszystko gryzie, drapie, rozcina, albo rani - niebezpiecznie jest tam więc dotykać czegokolwiek. Odnotuj że powyższe zdjęcie pokazuję także na stronie predators_pl.htm.


#C2. Niedawne całkowite zatopienie Nowej Zelandii:

       Wyjaśnienie dla owego "paradoksu fauny" oraz tajemnicy naukowej Nowej Zelandii, czyli dla braku w niej rodzimych zwierząt lądowych na przekór istnienia tam skamienielin tych zwierząt, dostarczyły moje "hobbystyczne" badania. Mianowicie, zgodnie z moimi badaniami, paradoks ten wynika z faktu że Nowa Zelandia najpierw okolo 23 000 lat temu została całkowicie zatopiona w oceanie, potem zaś około 13 500 lat temu wyłoniła się ponownie z dna oceanu. Wszystkie więc miejscowe zwierzęta lądowe zostały w niej potopione. Tak właśnie twierdzą też legendy miejscowych Maorysów. Na to wskazuje znaczna ilość materiału dowodowego obecnego w Nowej Zelandii (np. wyjątkowo "ubita gleba", cieniutka warstewka czarnej gleby, zaokraglone kanty każdej dużej skały, itp.) To także jest sugerowane przez alternatywną historię Nowej Zelandii, jaką ja opracowałem w wyniku swoich badań i jaką opisałem w podrozdziale V3 monografii [1/4]. Jednak, oczywiście, wcale nie pokrywa się ona z tym co ortodoksyjni naukowcy Nowej Zelandii uparcie twierdzą - jako przykład ich upartych zaprzeczeń, patrz artykuł zatytułowany "NZ was never underwater say scientists" (tj. "NZ nigdy nie była pod wodą twierdzą naukowcy) opublikowany na stronie A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), dnia 15 stycznia (January 15), 2008 roku. (W owym artykule jakiś naukowiec argumentuje, że niemożliwość zanurzenia NZ pod ocean jest potwierdzana przez obecność jaszczura "tuatara" w Nowej Zelandii, a także przez molekularne datowanie pyłku z "kauri" które wykazuje że nowozelandzkie i australijskie kauri wyodrębniły się od siebie już jakieś 40 do 90 milionów lat temu. Jednak owi naukowcy nie uwaględniają w swoich badaniach owych "fluktuacji czasu" opisywanych w punktach #F1 i #F2 strony internetowej o eksplozji Tapanui, które to fluktuacje mogły przenieść na trwałe do naszych czasów niektóre gatunki fauny i flory z czasów poprzedzających zatopienie NZ w oceanie.) Z tego powodu prawdopodobnie czytelnik powinien poznać ową alternatywną historię Nowej Zelandii i porównać ją z materiałem dowodowym obecnym w Nowej Zelandii, takim jak przykładowo: (1) bardzo cienka warstewka czarnej gleby, (2) pozaokrąglane krawędzie miejscowych gór, wysoce (3) sprężona i ubita gleba, itd., itp. Prawdopodobnie pewnego dnia stanie się możliwym udowodnienie, że ortodoksyjna historia Nowej Zelandii jest jedynie życzeniem ortodoksyjnych naukowców, podczas gdy naprawdę prawdziwa jest owa alternatywna historia. To przywróciłoby znaczenie legendom Maorysów, którzy starają się nam przekazać ową alternatywną historię przez całe lata, tyle że miejscowi naukowcy nie bardzo są gotowi udzielić jej należnej uwagi.


#C3. Pomarszczony czarny potwór-ludojad morski, który był jednak uprzejmy zrezygnować w ostatniej chwili ze zjedzenia mojej osoby:

       Owego dnia z końcowej części lata 2002 roku wybrałem się na spacer nad brzegiem morza w opuszczonym i zaniedbanym byłym przymorskim obszarze piknikowym kilkaset metrów na południe od piaszczystej plaży przy miejscowości Waikouaiti (patrz "Rys. #F5). W owym czasie stały tam tylko ruiny jakby dużej przebieralni czy ubikacji, oraz spory plac-łączka ze śladami dawnych ognisk. Swój samochód zaparkowałem na łączce owego obszaru piknikowego tuż przy brzegu morza, oraz zacząłem swój spacer wzdłuż brzegu, tuż przy krawędzi wody. Byłem tam zupełnie sam. Brzeg morza w tym miejscu był twardy (pozbawiony piasku) i zbiegał w dół pod kątem około 30 stopni, tak że woda dosyć szybko stawała się głęboka. Nie uszedłem daleko, kiedy po prawej stronie, tylko jakieś trzy metry od mojej osoby, zobaczyłem w morzu wyprzedzającego mnie czarnego, pomarszczonego potwora. Podpłynął on do mnie bezszelestnie i od tyłu, z całą pewnością zamierzając mnie upolować. Gdyby wytrwał przy swoim zamiarze zjedzenia mnie, wówczas bym odnotował jego istnienie dopiero kiedy bym już znalazł się w jego paszczy. Na szczęście, z jakichś tam powodów w ostatniej chwili najwyraźniej zmienił swoje zamiary. Gdy ja go zobaczyłem, jego przednia cześć już mnie wyprzedzała, zaś sam potwór wykonywał właśnie łagodny manewr jakby odbijania się od brzegu po którym ja spacerowałem. Jednak przez sporą chwilę płynął niemal równolegle do brzegu, wirując i w około połowie średnicy wystając ponad powierzchnię wody - tak że miałem wystarczająco dużo czasu i dobrą jego widzialność aby go sobie dokładnie oglądnąć. Miał on kształt jakby czarnego torpeda czy walca o tej samej średnicy około 1.5 metra na całej swej długości. Jego długość oceniam na jakieś 20 metrów. Jego powierzchnia (skóra) była czarna jak smoła i NIE miała na sobie nawet najmniejszej części białej czy koloru innego niż czarny. Skóra ta była też bardzo dziwna, bowiem na całym obwodzie i całej długości tego potwora była jakby silnie pofałdowana czy pomarszczona. Mi ona przypominała jakby gigantyczny pusty worek z czarnej mokrej tkaniny, pościskany razem i skręcony tak aby uformował walec. Owe fałdy czy zmarszczki przebiegały podłużnie i wnikały głęboko w cielsko tego potwora. Były też one luźne i jakby bezwładne - tak jakby wogóle nie miały w sobie mięśni. Wyglądało to niemal tak jakby potwór wcale NIE miał solidnego ciała i mięśni, a cały składał się z dużej liczby luźnych i bezwładnych płatów poskładanych razem. Fałdy te nadawały mu odpychający, wręcz ohydny wygląd. Ponadto potwór ten sprawiał też wrażenie że wogóle nie ma szkieletu. W trakcie płynięcia wirował on bowiem wokół swej centralnej osi w raczej niezwykły sposób. Najbliższe co mi owo wirowanie przypominało, to jakby ktoś złapał w wodzie za przednią część jakiejś długiej, czarnej szmaty i zaczął tą część obracać - podczas gdy reszta bezwładnej szmaty jest pociągana przez ową przednią część i też zmuszana do wirowania. Innymi słowy, ów potwór wcale NIE wirował wokół swej osi tak jak wirowałaby duża ryba czy wieloryb, kiedy to całe ich ciało obraca się równocześnie z taką samą prędnością, a wirował jak korkociąg, czy jak owa bezwładna szmata obracana za swą przednią część. Potwór też jakby NIE miał oczu, a przynajmniej ja nie widziałem żadnych oczu - na przekór że miałem dobrą jego widoczność przez conajmniej dwa pełne jego obroty wirowe wokół własnej osi. Nie miał też ani płetw ani płaskiego ogona które by odstawały of jego walcowatego cielska - nie wiem więc na jakiej zasadzie płynął, choć widziałem że płynął raczej szybko.
       Od czasu kiedy widziałem owego potwora, przymierzam jego obraz do wszystkiego co już nam wiadomo że pływa to w morzach Nowej Zelandii. Jednak do niczego on NIE pasuje. Np. wiadomo, że drapieżne orki (po angielsku zwane "orcas" lub "killer whales") używają podobnej do mojego potwora metody polowania polegającej na cichym podkradaniu się od tyłu do fok na brzegu morza, skąd pożerają te foki jednym kłapnięciem swoich potężnych paszcz. Jednak "orki" mają białe łaty na brzuchu, ich skóra jest gładka, a ponadto NIE są aż tak duże i nie mogą wirować w sposób jaki ja widziałem. W morzach okolic Nowej Zelandii żyją też ogromne drapieżne mątwy (squids) zwane "arkatutos" lub "colossal squid". Jeden z nich pokazany jest poniżej na zdjęciu z "Rys. #I4". Jednak mątwy te nie mają czarnego koloru, a ich skóra ma zabarwienie w całej gamie odcieni żółtego, czerwonego i brązowego. Ich skóra jest też gładka - a nie pofałdowana czy pomarszczona jak ta którą ja widziałem. Nie są one też aż tak ogromne jak mój potwór. Przykładowo, największy "colossal squid" jakiego dotychczas złapano był długi na 8 metrów i ważył 495 kilo (tj. niemal pół tony). Jego opis zawarty jest w artykule [C3] o tytule "Here's looking at you, squid", ze strony A2 gazety "The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), May 1, 2008. Z badań też jego dzioba ustalono, że maksymalnie mógł on wyrosnąc do długości 14 metrów i do wagi 750 kg. W końcu taki "colossal squid" ma ogromne białe oczy - faktycznie to największe oczy świata. Przykładowo średnica gałek ocznych w owym "colossal squid" opisanym w artykule [C3] powyżej wynosiła 27 cm. Obecności takich więc ogromnych białych oczu nie mógłbym przegapić w potworze którego ja widziałem. Wygląda więc na to, że w morzach Nowej Zelandii żyje co najmniej jeszcze jeden gigantyczny potwór-ludojad, którego nauka ziemska nadal nie zna, a który zapewne przycznia się sekretnie do owej znaczącej liczby ludzi corocznie znikających w Nowej Zelandii bez śladu ani wieści. (Po więcej informacji o owych zniknięciach - patrz punkt #K1 tej strony.)
       Ja wcale nie jestem jedynym naukowcem który ma podstawy aby twierdzić że w morzach Nowej Zelandii nadal żyje co najmnie jeden ogromny potwór ciągle niepoznany przez ziemską naukę. W artykule "Hidden giants lurk in ocean deeps: scientists" (tj. "Ukryte giganty czają się w głębinach oceanów: naukowcy"), ze strony A14 gazety "The New Zealand Herald", wydanie datowane w poniedziałek (Monday), June 9, 2008, opisana jest naukowa metoda przewidywania odkryć niepoznanych jeszcze zwierząt. Bazuje ona na "krzywej trendu" w odkryciach danych zwierząt. Jak się okazuje, zgodnie z ową metodą, w głębinach oceanu ciągle ukrywa się jeszcze cały szereg gigantycznych potworów nieodkrytych przez dzisiejszą naukę.
       Co mnie w owym przypadku najbardziej zastanawia, to że cechy owego potwora zupełnie nie pasują do jakiegokolwiek gigantycznego stworzenia której jest już obecnie znane ziemskiej nauce. Za to raczej dobrze pokrywają się one z cechami gigantycznej czarnej ośmiornicy głębinowej opisywanej przez pradawny foklor żeglarski i przez stare legendy. Ośmiornica taka miała być aż tak duża, że potrafiła swymi mackami oplątać całe dawne okręty - co by pasowało do wymiarów potwora którego ja widziałem. Na dodatek wszystkie ośmiornice są bardzo inteligentne (a stąd trudne do złapania), zaś właśnie wysoką inteligencję wykazywało zachowanie mojego potwora. W końcu, jeśli dobrze się zastanowić, to skoro telekinetyczne skażenie Nowej Zelandii (to od eksplozji UFO koło Tapanui) faktycznie spowodowało wymutowanie się gigantycznej mątwy (squid'a), nie ma powodów dla jakich to samo telekinetyczne skażenie nie mogłoby wymutować także i gigantycznej ośmiornicy.


Część D: Efekty działania nadprzyrodzonego w Nowej Zelandii:

      


#D1. Kamień który swoją nadprzyrodzoną wędrówką dowodzi błędności dzisiejszej fizyki:

Motto: "Prawdziwe życie swoje, a naukowcy swoje."

       Jeśli wierzyć samozadufanym twierdzeniom niektórych dzisiejszych fizyków, we wszechświecie jakoby nie ma "nadprzyrodzonego". Według nich wszystko co nas dotyka, to wyłącznie działanie już poznanych praw fizyki. Jeśli jednak rozglądnąć się uważnie dookoła, wówczas szokuje jak wiele nadprzyrodzonego bez przerwy ludziom się ujawnia, tyle że fizycy z uporem przedszkolaków udają że problem rzeczowego badania nadprzyrodzoności wcale nie istnieje. W punkcie #F1 odrębnej strony internetowej biblia.htm - o Biblii autoryzowanej przez samego Boga wyszczególniłem długą listę doskonale znanych fizykom zjawisk, które bezpośrednio dowodzą istnienia nadprzyrodzoności. Znaczy dowodzą one np. istnienia Boga, innego świata, nieśmiertelnej duszy ludzkiej, itp. Na niektórych z owych zjawisk oparte nawet zostały już istniejące formalne dowody naukowe na istnienie Boga, duszy, innego świata, na stworzenie pierwszej pary ludzi przez Boga, itp. (Dla zapoznania się z owymi naukowymi dowodami na faktyczne istnienie nadprzyrodzoności proponuję zajrzeć np. do stron internetowych god_pl.htm - o naukowym i świeckim wyjaśnieniu istoty Boga, dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, nirvana_pl.htm - o ignorowanym przez dzisiejszą naukę zjawisku nirwany, oraz evolution_pl.htm - o ewolucji w świetle "teorii wszystkiego" zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji.) Do wszystkich tamtych dowodów na istnienie nadprzyrodzoności, w niniejszym opisie dodam jeszcze jeden materiał dowodowy. Mianowicie wskażę tu przykłady kamieni odkrywanych na Ziemi, które to kamienie wykazują nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnych wędrówek. Ponieważ zgodnie ze stwierdzeniami dzisiejszej fizyki, kamienie same nie mają prawa inteligentnie zmieniać swojego położenia, rosnąca ilość materiału dowodowego na temat tych nadprzyrodzonych kamieni posiada jednoznaczną wymowę. Mianowicie istnienie takich inteligentnie przemieszczających się kamieni jest jeszcze jednym dowodem na błędność stwierdzeń i fundamentów naukowych dzisiejszej fizyki. Dowód ten dodaje się do całej gamy innych podobnych dowodów na kompletną błędność dotychczasowej fizyki ziemskiej, które już od dawna wskazywane nam są przez tzw. teorię wszystkiego zwaną Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
       Pierwszy kamień o którym się dowiedziałem że posiada on nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnej wędrówki badałem osobiście już około 1990 roku. Był to spory kamień istniejący koło miejscowości Atiamuri na Wyspie Północnej Nowej Zelandii. Pokazuje go zdjęcie z "Rys. #D1" poniżej. Jest on otoczony licznymi legendami. Jest także przedmiotem kultu dla miejscowych Maorysów. Maorysi ci modlą się do owego kamienia, oraz składają mu liczne ofiary. W ten sposób Maorysi przekazują temu kamieniowi unikalną formę inteligentnej energii przez Chińczyków zwanej "chi", zaś przez Koncept Dipolarnej Grawitacji nazywanej "energią moralną" albo "zwow". Dzięki zapasowi owej inteligentnej energii zgromadzonemu w sobie, kamień z Atiamuri jest w stanie odwzajemniać modły Maorysów poprzez dokonywanie licznych uzdrowień oraz poprzez przynoszenie szczęścia tym co o nie proszą. Ja swego czasu badałem fizykalnie kamień z Atiamuri, oraz stwierdziłem że wykazuje on dosyć niezwykłe cechy. Dla przykładu zdaje on się wydzielać jakiś rodzaj promieniowania. Kiedy bowiem umieściłem na nim film do fotografii Roentgenowskich, ów film pokazał potem dziwne naświetlone wzory. Kamień ten jest także namagnesowany (jego namagnesowanie daje się wykryć za pomocą zwykłego kompasu).
       Najbardziej jednak nadprzyrodzoną cechą kamienia z Atiamuri jest, że zgodnie z miejscowym folklorem kamień ten ma odbywać "wędrówki". Miejscowi ludzie twierdzą, że w przeszłości był on odsuwany od krawędzi szosy, ponieważ w swojej normalnej lokacji wprowadza on dosyć poważne niebezpieczeństwo dla przejeżdżających samochodów. Co jakiś bowiem czas rozbija się na nim samochód zaś pasażerowie czasami nawet tracą życie. Jednak po przesunięciu, kamień ten sam powracał na swoje poprzednie miejsce. Podobno z powodu jego wędrówek, w oficjalnej dokumentacji tamtej szosy widnieje on w zupełnie innym miejscu niż faktycznie znajduje się on w rzeczywistości. Powodem ma być brak odważnego managera który by się podpisał pod oficjalnie naniesionymi poprawkami w dokumentacji tamtej drogi stwierdzającymi że kamień ten sam powrócił na swoje ulubione miejsce. Ludzie twierdzą także, że kamień ten okresowo zmienia kształt owej dziury w swoim boku (w dziurę tą składane są ofiary Maorysów). Owa dziura podobno jednym razem jest całkowicie okrągła, innym zaś razem wydłużona jak muszla małży.
       Wyjaśnienia dla mechanizmu pozwalającego kamieniom na wędrowanie dostarcza "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji. Zgodnie z nią, we wszechświecie istnieje inteligentny rodzaj energii, przez Chińczyków nazywanej "chi", zaś przez ów Koncept Dipolarnej Grawitacji zwanej "zwow" albo "energia moralna". Owa inteligentna energia ma to do siebie, że wypełnia one inteligentne nakazy myślowe. To właśnie ową energię osoby uprawiające "kung fu" są w stanie skierować np. na pręt stalowy który uderzają swoją głową i nakazać jej aby ta rozbiła ów pręt w drobny proszek. To także owa inteligentna energia powoduje że tzw. feng shui faktycznie działa w praktyce. (O działaniu "feng shui" można sobie poczytać m.in. w punkcie #19 strony wroclaw.htm - o mieście Wrocław, oraz w punkcie #B1 strony wszewilki_jutra.htm - o marzeniach lepszej przyszłości dla wsi Wszewilki.) Ponieważ zgodnie z owym Konceptem Dipolarnej Grawitacji wszelkie obiekty kultu otrzymują od modlących się do nich ludzi porcje owej inteligentnej energii, takie obiekty są też w stanie nakazać posiadanej przez siebie energii wykonanie jakichś specyficznych działań fizycznych. To właśnie dlatego wszelkie obiekty czyjegoś kultu, takie jak ów kamień z Atiamuri, czy też jak owe słynne drzewa i kamienie które w Malezji nazywane są Datuk, są zdolne do nadprzyrodzonego powodowania inteligentnych manifestacji fizykalnych. Przykład takiego nadprzyrodzonego drzewa "datuk" zilustrowany został i opisany na stronie internetowej ufo_pl.htm - o pochodzeniu UFOnautów (kliknij na niniejszy zielony napis aby je zobaczyć). Owe malazyjskie drzewa i kamienie "Datuk" uzdrawiają i pomagają lokalnym ludziom, dokonują cudów, drzew "datuk" nie daje się wyciąć, itp. Posiadanie podobnych nadprzyrodzonych mocy wykazują też słupy totemowe z Borneo, o których to słupach piszę w podrozdziałach I6.7 oraz I5.1 z tomu 5 monografii [1/5]. Owe słupy totemowe z Borneo nie dadzą się fotografować, same karzą tych co nie są im posłuszni, a ponadto potrafią uzdrawiać i wypełniać życzenia tych co do nich się modlą. W przeszłości miałem także okazję osobistego doświadczenia nadprzyrodzonych mocy krzyżackiej figury Matki Boskiej która kiedyś istniała w Polsce w zamku z Malborka, a która dała się poznać z antypolskiego działania. Tamten posąg krzyżackiej Matki Boskiej z Malborka jest znany m.in. z historycznie dobrze udokumentowanego faktu, że polskie działo którym chciano go zniszczyć zwyczajnie eksplodowało - co udokumentowane zostało na stronie o zamku w Malborku. Ponadto posąg ten posiadał przywiązaną do siebie antypolską przepowiednię która wypełniła się kiedy posąg ten został nadprzyrodzenie zniszczony jakąś tajemniczą eksplozją. (Na przekór owej antypolskiej przepowiedni oraz antypolskiego działania owego posągu, ciągle istnieją nierozważni Polacy którzy chcą odbudować ten krzyżacki posąg o nadprzyrodzonych mocach - po szczegóły patrz strona o zamku w Malborku oraz strona fundacji Mater Dei jaka to fundacja właśnie chce go odbudować.)
       Na temat takich właśnie obiektów kultu obdarzonych nadprzyrodzonością, owa "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji nie tylko dostarcza wyjaśnienie dla ich działania, ale również udziela nam zdecydowanego ostrzeżenia. Mianowicie, sama natura owych obiektów, ich niedoskonałość intelektualna, a także mechanizm za pośrednictwem którego dokonują one swoich nadprzyrodzonych działań, są dalekie od doskonałości. Dlatego takie obiekty, podobnie jak narowiste konie, mają swoje "zagrania", nie używają racjonalnie swoich mocy, potrafią kogoś lubić lub nieznosić, są stronnicze, mogą się mścić, często działają w sposób mechaniczny, oraz są dalekie od poczucia sprawiedliwości. Na przekór więc że niektórym ludziom potrafią one oddać jakąś przysługę, generalnie to trzeba na nie bardzo uważać, bo są one w stanie wyrządzić również wiele zła. Stąd modlenie się do nich, oraz wynikające z tego modlenia się przekazywanie im swojej energii moralnej, jest jakby dawaniem boskiej mocy kapryśnemu dziecku. To właśnie dlatego istnieją religie które ostrzegają np. przed modleniem się do "złotego cielca", lub przed modleniem się do obrazów. Przykładem takiego obiektu kultu który swoją stronniczością, kapryśnością, oraz brakiem poczucia sprawiedliwości wyrządził Polakom wiele zła, jest korzyżacki posąg Madonny z zamku w Malborku opisywany poprzednio.
       O kolejnym dużym kamieniu który w nadprzyrodzony sposób sam sobie wychodzi na spacer dowiedziałem się z artykułu "Land where spirits still rule" (tj. "Ziemia gdzie duchy ciągle rządzą") ze strony D1 gazety "The New Zealand Herald", wydanie datowane we wtorek (Tuesday), January 29, 2008. Artykuł ten opisuje nadprzyrodzone wędrówki brązowego kamienia o wielkości typowego samochodu, a nazywanego lokalnie "A spirit stone", którego każdy może sobie oglądnąć jak leży tuż przy nowej "freeway" wiodącej z Port-Moresby w Papua New Guinea aż do brzegu morza. Oto dosłowne cytowanie z owego artykułu w moim znaczeniowym tłumaczeniu: "Kiedy wyrąbywali drogę przez niniejsze miejsce, odkryli że ów kamień był zbyt twardy aby go rozłupać dlatego załadowali go na ciężarówkę, zwieźli w dół do zatoki, oraz wrzucili go do morza. Jednak następnego ranka był on spowrotem na swoim miejscu. Tak stało się aż trzy razy. Wrzucali ten kamień do zatoki jednak nocą on powracał, w końcu więc pozostawili go tutaj." (W oryginale angielskojęzycznym: "When they cut the road through here, they found this stone was too hard to break up so they put it on a truck, took it down to the harbour, and dropped it in the sea. But the next morning it was back here again. That happened three times. They dropped the stone in the harbour but overnight it returned, so finally they left it here.")
       Nowa Zelandia i Papua New Guinea nie są jedynymi krajami na Ziemi w których kamienie w nadprzyrodzony sposób same zmieniają swoje pozycje. Innym takim miejscem, dosyć nawet sławnym, jest wysuszone dno jeziora zwane "Racetrack Playa", a położone w tzw. "Death Valley National Park", California, USA. Po płaskim jak stół wysuszonym błocie tego dna jeziora przemieszczają się kamienie zwane Sliding Rocks of Racetrack Playa. W 2007 roku dosyć dobrze ilustrowany artykuł na ich temat dostępny był w Internecie pod adresem http://geology.com/articles/racetrack-playa-sliding-rocks.shtml. Ciekawe że ortodoksyjna nauka ziemska wprawdzie mnoży najróżniejsze hipotezy i teorie które starają się wyjaśnić jak owe kamienie się przemieszczają bez udziału nadprzyrodzonego. Jednak nauka ta nie jest w stanie potwierdzić empirycznie poprawności żadnej z owych teorii i hipotez. Chociaż więc wielu dzisiejszych naukowców jest tak zawziętymi ateistami i niedowiarkami, że raczej by dało się "ukamieniować" niż by otwarcie przyznało że kamieniami tymi poruszają jakieś nadprzyrodzone moce, faktycznie istnienie owych mocy jest jedynym racjonalnym wyjaśnieniem dla tego co naprawdę się tam dzieje.
       Tematyka niniejszej krótkiej strony nie pozwala mi na dokładniejsze wyjaśnianie mechanizmów które pozwalają aby "nadprzyrodzone" mogło czasami fizykalnie manifestować swoją obecność. Jednak mechanizmy takie wyjaśniam dokładniej na całym szeregu innych stron internetowych totalizmu. Tym więc czytelnikom którzy zechcą się dowiedzieć: (1) dlaczego dzisiejsza fizyka zawiera podstawowy błąd już w sformułowaniu swoich fundamentów który to błąd czyni ją ślepą na fizykalne manifestacje nadprzyrodzoności (tj. błąd ten polega na przyjęciu przez naukę błędnego założenia że pole grawitacyjne jest tzw. "polem monopolarnym"), (2) jak błąd ten daje się naprawić (tj. proste naprawienie owego błędu polega na uznaniu że pole grawitacyjne jest tzw. "polem dipolarnym" - czyli na uznaniu stwierdzeń Konceptu Dipolarnej Grawitacji), oraz (3) jakie nadprzyrodzone zjawiska daje się łatwo wyjaśnić po naprawieniu tego błędu (tj. że Koncept Dipolarnej Grawitacji dostarcza wyjaśnienia dla praktycznie wszystkiego czego oficjalna nauka ziemska dotychczas nie potrafiła wyjaśnić), proponuję zaglądnąć do następujących totaliztycznych stron internetowych: dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, malbork.htm - o nadprzyrodzonych zjawiskach z zamku w Malborku, timevehicle_pl.htm - o naturze czasu i o podróżach w czasie, oraz telepathy_pl.htm - o wykorzystaniu zjawisk odrębnego świata w którym mieszka Bóg do zrealizowania nieskończenie szybkiej komunikacji telepatycznej.
* * *

Rys. #D1.

Rys. #D1: Kamień który najwyraźniej posiada nadprzyrodzoną zdolność do dokonywania inteligentnej wędrówki. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Oto ja, dr inż. Jan Pająk, zaś przez okres 2007 roku - Prof. dr inż. Jan Pająk, przy "chodzącym" kamieniu z Atiamuri. (Kliknij na to zjęcie aby je ogądąć w powiększeniu.) Kamień ten leży tuż przy krawędzi dosyć ruchliwej szosy. Wprowadza on znaczne ryzyko dla ruchu po tej szosie, jako że od czasu do czasu rozbijają się na nim samochody i giną ludzie. Nie można go jednak usunąć, bowiem jest on "świętym kamieniem" i przedmiotem kultu lokalnych Maorysów. Dokonuje on dla nich wielu cudów, podobnie jak czynią to święte drzewa i kamienie zwane Datuk z Malezji (opisywane i pokazane w punkcie #21 strony "ufo_pl.htm"), słupy totemowe z Borneo, czy zwykł kiedyś dokonywać posążek Maryi z Malborka. Dlatego co jakiś czas ponawiane są próby przeniesienia tego kamienia w miejsce nieco odleglejsze od szosy. Zgodnie jednak z lokalnym folklorem, po każdym takim przeniesieniu, kamień ten ma zwyczaj wybierania się na przechadzkę, wracając z powrotem na swe stare miejsce. Kiedy badałem ów kamień około 1990 roku, emitował on jakieś dziwne promieniowanie rejestrowalne na filmie fotograficznym. Wykazywał też spore namagnesowanie jakie było na tyle silne, że dawało się wykryć zwyczajnym kompasem.


#D2. Fluktuacje czasu które w Nowej Zelandii powodują zmiany konfiguracyjne odnotowywalne tylko dla przyjezdnych z dalekich stron:

       W Nowej Zelandii na porządku dziennym są niezwykłe "fluktuacje czasu" opisywane dokładniej w punktach #C6 do #C6.1 strony internetowej timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Powodem owych częstych w Nowej Zelandii naturalnych fluktuacji czasu jest eksplozja wehikułu czasu koło miasteczka Tapanui, która miała tam miejsce w 1178 roku. Eksplozja ta opisana jest dokładniej w punkcie #H1 do #H4 tej strony, a także na odrębnej poświęconej jej stronie tapanui_pl.htm - o eksplozji wehikułu czasu koło Tapanui.
       Fluktuacje czasu są to rodzaje lokalnych zafalowań tzw. "przestrzeni czasowej". (Owa "przestrzeń czasowa" jest to rodzaj tworu softwarowego opisywanego dokładniej na stronach dipolar_gravity_pl.htm - o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, oraz timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. "Przestrzeń czasowa" obejmuje w sobie modele softwarowe wszystkich obiektów (i ich losów) jakie istnieją w całym wszechświecie we wszystkich czasach przez które wszechświat ten przechodzi. "Przestrzeni czasowej" nie powinno się mylić z ideą "czasoprzestrzeni" używanej przez dzisiejszą fizykę.) Efektem tych zafalowań przestrzeni czasowej jest, że dla ludzi czy obiektów które zostały nimi objęte, czas cofa się do tyłu, zaś ich cała historia powtarza się od nowa już w nowym przebiegu ich czasu. W nowym zaś nowym przebiegu ich czasu, ich historia może już stać się nieco odmienna niż była ona w poprzednim przebiegu czasu. Przykładowo, jeśli takim zafalowaniem czasu objęty jest budynek, w nowym przebiegu czasu architekt który zaplanował ten budynek może już zaprojektować go zupełnie inaczej, albo nawet może wystawić go w zupełnie innym miejscu. Z kolei ludzie w nowym przebiegu czasu mogą poślubić już kogoś innego, pracować w innym miejscu, itp. Oczywiście ludzie objęci owymi fluktuacjami czasu nie mają pojęcia że ich doświadczyli, bowiem cała ich historia z poprzedniego przebiegu czasu jest z ich pamięci automatycznie wymazywana - tak jak to wyjaśnia punkt #B1.1 ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Jednak inni ludzie którzy ich odwiedzą przybywając z obszaru poza taką lokalną fluktuacją czasu, będą pamiętali jak było poprzednio i będą zaskoczeni zmianami które ujrzą. Niestety, przy dzisiejszym stanie naszej wiedzy, my wierzymy jedynie w omylność naszej pamięci, natomiast uważamy że to co się stało w przeszłości nie może już zostać zmienione. Dlatego typowo, każdy kto w życiu odnotuje jakieś zmiany spowodowane taką fluktuacją czasu, uważa że to jego własna pamięć płata mu figle i natychmiast zapomina o całej sprawie.
       Ja osobiście zgromadziłem sporą liczbę obserwacji podczas których ja sam przeżywałem takie fluktuacje czasu - czasami nawet w obecności innych osób. Najważniejsze z tych analizowanych przez siebie przypadków opisałem w punktach #C6 do #C6.1, oraz w punkcie #C8.1, ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu.
       Największą liczbę takich naturalnych fluktuacji czasu odnotowałem w Nowej Zelandii. Osobiście nawet uważam, że Nowa Zelandia bije wszelkie światowe rekordy pod względem częstości i powszechności tego niezwyklego zjawiska. Przykładowo w Nowej Zelandii istnieją obszary, gdzie takie fluktuacje czasu są niemal chroniczne i pojawiają się tam nie rzadziej niż co dwa lata. Jednym z takich obszarów jest miasteczko Oamaru, innym zaś miejscowość Ealing, leżące na Highway 1, pomiędzy Christchurch i Dunedin. Przykładowo, niemal za każdym razem kiedy z daleka przybywam do Oamaru, widzę odmienną konfigurację wieży pokazanej poniżej na "Rys. #D2". Często też zmienia się tam konfiguracja skał wiodących do punktu obserwacyjnego migracji pingwinów. Z kolei w okolicach Ealings, szosę "Highway 1" przecina linia wysokiego napięcia. Linia ta niemal za każdym razem przecina ową szosę w innym miejscu. Raz nawet odnotowałem ją przed ową miejscowością (tj. po tej stronie od Ealings, po której leży Christchurch). Typowo jednak linia ta przecina szosę po stronie Dunedin od Ealings. Inne miejsca które podlegają okresowym fluktuacjom czasu, obejmują małe wysepki skalnej lawy znajdujące się tuż przy Lawyers Head w Dunedin, oraz wodospad z punktem widokowym, znajdujący się niedaleko Nelson, przy trasie z Christchurch do Nelson poprzez Lewis Pass. Jeszcze innym zmieniającym się tak kształtem jest otwór w kamieniu z "Rys. #D1" powyżej. Tego typu zmieniających się konfiguracji jest jednak w Nowej Zelandii zadziwiająco dużo. Tyle że wypunktowanie położenia i zmian kształtu ich wszystkich na niniejszej niewielkiej stronie zajęłoby zbyt wiele miejsca.
       Oczywiście, Nowa Zelandia wcale NIE jest jedynym miejscem na Ziemi gdzie takie naturalne fluktuacje czasu mają miejsce. Przykłady innych powszechnie znanych takich miejsc obejmują m.in. szkockie jezioro Loch Ness (gdzie owe fluktuacje czasu okresowo przenoszą do naszych czasów i potem zabierają z powrotem do przeszłości słynnego potwora zwanego "Nessie"), a także jezioro Cini w Malezji gdzie również okresowo widywany jest potwór podobny do Nessie.
       Jeśli dany obszar podlega takim lokalnym fluktuacjom czasu, wówczas fluktuacje te pojawiają się tam w dosyć regularny sposób. Dlatego jeśli czytelnik odnotuje jedno z takich miejsc, cechujące się tym że po przybyciu do niego z dalekich stron jego uprzednia konfiguracja uległa zmianie, wówczas proponuję czytelnikowi aby je zapamiętał oraz dokładniej oglądnął po następnym tam przybyciu z daleka.
       Naturalne fluktuacje czasu, które w Nowej Zelandii są zjawiskiem naturalnym i wysoce powtarzalnym, należy wyraźnie odróżniać od jednorazowych celowych zmian wprowadzanych do przeszłości przez dysponentów wehikułów czasu. Przykładowo, anulowanie wyburzenia domu Pana Davey, które opisuję na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy, jest tylko takim jednorazową zmianą przeszłości wprowadzoną celowo przez istoty opisywane na stronie evil_pl.htm - o pochodzeniu zła na Ziemi.
* * *

Rys. #D2.

Rys. #D2: Oto wieża kaplicy przy szkole średnej z miasteczka Oamaru, Nowa Zelandia. Wieża ta ma tą cechę, że dla przyjezdnych osób które przybyły do Oamaru spoza obszarów objętych powtarzającymi się w Oamaru fluktuacjami czasu, wieża ta czasami zmienia swoją konfigurację w odniesieniu do kaplicy przy której się ona znajduje. Przykładowo, jednym razem przylega ona do owej kaplicy - jak na powyższym zdjęciu, innym zaś razem stoi zupełnie oddzielnie i w pewnej odległości od ściany owej kaplicy. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Wieżę tą łatwo odnotować kiedy wjeżdza się do miasteczka Oamaru samochodem, jadąc "Highway 1" od kierunku Christchurch a w kierunku Dunedin. Powodem jest, że droga wjazdowa do Oamaru, została z owego kierunku "nacelowana" właśnie na ową wieżę. Stąd w początkowej części po wjechaniu do Oamaru droga ta jest prosta jak strzelił, zaś na jej końcu widać właśnie powyższą wieżę. Dopiero tuż przed ową wieżą droga ta skręca w lewo, przebiegając obok kaplicy - tak jak powyższe zdjęcie to pokazuje. Jeśli ktoś przybywa do Oamaru ową drogą, wówczas powinien zwrócić uwagę i dokładnie zapamiętać jaka jest konfiguracja powyższej wieży w odniesieniu do kaplicy przy której wieża ta stoi. Kiedy bowiem będzie przejeżdżał obok tej wieży nastepnym razem, przybywając tu z daleka i to po upływie co najmniej dwóch lat, wieża ta może wówczas już stać w zupełnie odmiennej konfiguracji względem tego kościoła.
       Warto tutaj też dodać, że ludzie którzy mieszkają w Oamaru, lub na tyle blisko tego miasta że też objęci zostali fluktuacjami czasu które zmieniają konfigurację powyższej wieży, NIE odnotują żadnych zmian. Wszakże po każdej takiej fluktuacji przeżywają oni nowy przebieg czasu razem z ową wieżą. Aby więc odnotować fakt zmiany konfiguracji tej wieży, należy do Oamaru przybywać ze znacznej odległości.


Część E: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z podwyższonej aktywności UFO w owym kraju:

      


#E1. Kręgi zbożowe i lądowiska UFO z Nowej Zelandii:

       Nowa Zelandia jest doskonale znanym krajem gdzie UFO grasuje zupełnie swobodnie. Wystarczy wszakże przypomnieć w tym miejscu słynny na całym świecie film jaki w dniu 31 grudnia 1979 roku uchwycił jarzący się wehikuł UFO ponad miejscowoscią Kaikoura. Jedna klatka z owego filmu została pokazana na rysunku P23 w monografii [1/5]. Pilot samolotu transportowego "Argosy" z którego ten historyczny film nakręcono, Capt. Bill Startup, nie szczędził wysiłków ani funduszy aby udowodnić światu istnienie UFO i aby potwierdzić naukowo autentyczność tego filmu. Wkróce jednak po nakręceniu owego filmu, pilot ten przeszedł masywne porażenie mózgu (brain stroke). Owo bardzo tajemnicze porażenie mózgu Capt. Bill'a Startup opisane zostało w podrozdziale A4 z tomu 1 monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Niemal natychmiast po nakręceniu owego filmu niezliczeni pseudo-naukowcy z wysoce podejrzaną zawziętością starali się też zdyskredytować jego autentyczność i ważność. Do dzisiaj jednak im się to nie udało. Wehikuł UFO sfilmowany nad Kaikoura w Nowej Zelandii w obecności całego szeregu świadków, do dzisiaj stanowi więc jeden z niepodważalnych dowodów filmowych na faktyczne istnienie wehikułów UFO. Do dzisiaj też, jeśli ktoś chce zobaczyć UFO, wówczas ma najwiekszą szansę sukcesu właśnie w Nowej Zelandii. Od kiedy mieszkam w Nowej Zelandii, widuję wehikuł UFO średnio co jakieś 6 lat. Najważniejsze ze swoich własnych obserwacji UFO opisałem w podrozdziale VB4.1 z monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Oczywiście, kiedy wehikuły UFO nalatują na Nową Zelandię, lądują one także na ziemi. Dlatego, jeśli ktoś wie za czym się rozglądać, może znaleźć takie lądowiska UFO niemal przy każdym budynku rolniczym z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (na Wyspie Północnej roślinność jest znacznie bardziej witalna, lądowiska UFO nie rzucają więc się tam już tak w oczy). Ilustracje "Rys. #E1" i "Rys. #E2" pokazują jak owe lądowiska UFO wyglądają.
* * *
Lądowiska UFO są objaśnione w większej liczbie szczegółów w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4]. Są tam także zilustrowane ich liczne przykłady.

Rys. #E1.

Rys. #E1: Tzw. "krąg zbożowy". (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) Znaleziony on był w Ashburton, w lutym (February) 1992 roku. Jego dokładniejszy opis zawarty jest w podrozdziale VB4.3.1 z tomu 17 monografii [1/4].
       Owe kręgi zbożowe to po prostu lądowiska UFO wykonane w zbożu. Formowane są one przez wirujące pole magnetyczne używane przez UFO do celów napędowych. Owo wirujące pole magnetyczne ugina w dół źdźbła zboża podobnie jak uczyniłaby to ogromna wirująca miotła. To zaś czyni owe lądowiska UFO tak zadziwiająco precyzyjne, że ludzcy żartownisie nie są w stanie zduplikować ich doskonałości. Po więcej wyjaśnień na temat napędu wehikułów UFO patrz strona internetowa propulsion_pl.htm.

Rys. #E2.

Rys. #E2: Okrągłe lądowisko wypalone w twardych krzewach górskich przez ogromne UFO typu K8 - patrz ów okrąg widoczny w centrum zdjęcia na około 2/3 jego wysokości. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) Średnica pierścienia wypalonego w tych krzakach wynosiła 98 metrów - co można docenić po rzuceniu okiem na wielkość samochodów na szosie poniżej niego. Sfotografowałem je w Wanaka, Nowa Zelandia, na zboczu góry lokalnie nazywanej "Coromandel Peak". Pole magnetyczne jakie wypaliło owo okrągłe lądowisko było tak potężne, że spopieliło ono na szary proszek twarde krzaki górskie jakie porastają zbocze owej góry. Aby było jeszcze ciekawiej, ów szary proszek jest palny i może zostać zapalony zwykłą zapałką. Żartownisie nigdy nie byliby w stanie wykonać tego lądowiska dla żartu, tak jak to twierdzi nowozelandzka telewizja. Dzisiejsi ludzie po prostu nie znają sposobu aby zamienić twarde krzaki górskie na palny szary proszek. Ponadto zbocze na jakim owo ogromne lądowisko zostało wykonane, jest praktycznie niedostępne dla żartownisiów. Zauważ że podobne pierścieniowate lądowiska UFO, tyle że wypalane np. w trawie, daje się zobaczyć w sporej części obszaru Nowej Zelandii. Więcej danych na ten temat zawartych jest w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4].


#E2. Obserwacje wehikułów UFO:

       Nowa Zelandia jest krajem w której ma się największą szansę zobaczenia wehikułu UFO. Ponieważ jednak przygotowałem już wiele stron internetowych na temat obserwacji UFO (obejmujących też obserwacje UFO w Nowej Zelandii), zamiast powtarzać tutaj te informację raczej odsyłam czytelnika do tamtych innych stron. Jako przykłady owych stron proponuję oglądnąć: landslips_pl.htm, evidence_pl.htm, aliens_pl.htm, ufo_pl.htm, tapanui_pl.htm, oraz kilka onnych stron wyszczególnionych w menu.


#E3. Latające kule światła:

       Kule te są ogromnie niezwykłym zjawiskiem. Widoczne są one gołym okiem. Zwykle mają wielkość piłki ping-pongowej, oraz wyglądają jak okrągłe lampy fluorescencyjne które jarzą się upiornym białym światłem jakby księżyca. Pojawiają się jednak też raporty o kulach nieco większych rozmiarów, jakie mają wielkość typowej piłki. Kule te są w stanie przelatywać przez szyby i obiekty stałe, bez uczynienia szkody tym obiektom lub sobie. Raportowane mi było, że bez powodowania jakichkolwiek uszkodzeń wlatywały one do środka zamknietego samochodu, a także do środka zamkniętego namiotu. Jak dotychczas spotkałem się z raportami jakie opisywały obserwacje owych kul w kraterze Tapanui (tj. w tym opisanym powyżej, w którym stos 7 wehikułów UFO eksplodował w 1178 roku), oraz w Coromandel. W kraterze Tapanui pojawiają się one nocami relatywnie często. Właściciel tego krateru widział je wiele razy. Także grupa badaczy z "Unexplained Phenomena Research Society" zarejestrowanego w Dunedin, która zdecydowała się zaobozować w tym kraterze przez noc aby je zobaczyć, faktycznie została "wypędzona" z krateru przez owe kule w samym środku nocy, ponieważ owe upiornie jarzące się obiekty zaczęły ich terroryzować poprzez wlatywnie do ich namiotu.
* * *
       Poniżej przytaczam cytat listu datowanego 6.1.97 który otrzymałem od jednej z czytelniczek moich publikacji. Zawiera on najlepszy opis owych jarzących się kul światła jakie napotkałem w dotychczasowych badaniach. (Oto treść tego cytatu w moim swobodnym tłumaczeniu z angielskiego:)
       "Właśnie teraz sobie uświadomiłam że niektórzy z moich przyjaciół opowiadali jakieś kilka lat temu, że wybrali się do krateru Tapanui i obeszli go naokoło wzdłuż jego obrzeża, (dla jakiego powodu? Nie byłam w stanie wydobyć od nich żadnego wyjaśnienia o czym jest to wszystko - dopiero teraz zaczynam to rozumieć!) Ja sądziłam że jest to jakiś zwariowany pomysł związany z tą 'grypą Tapanui' która szerzy się tam naokoło, oraz zastanawiałam się dlaczego u licha chcieli oni abym wybrała się tam z nimi! Pamiętam jak opowiadali mi coś na temat świateł (Ty wspominasz że wykazują one 'inteligencję') zaś ja im powiedziałam że wcale nie muszą wybierać się aż tak daleko aby znaleźć ten rodzaj zjawiska, chociaż te światła jakie ja sama widziałam były definitywnie inteligentne, jednak wcale nie tak małe jak piłki golfowe. Jeśli o mnie chodzi, to uważam że jest wystarczająco wiele do zobaczenia tutaj na górze bez wybierania się na południe, a także aby być szczególnie ostrożnym wobec 'Strażnika' przed którym moja matka ostrzegała mnie kiedy jeszcze byłam nastolatką, plus inni ze starszyzny aż do ostatnich czasów kiedy byłam wystarczająco do nich blisko a także następnego dnia ówczesna Rangatira Wahine powtarzała mi ostrzeżenie abym nigdy nie podążała za wabiącymi ogniami 'Strażnika' ponieważ nigdy bym już nie wróciła, było to jakieś 5 - 6 lat temu. Inne światła, złote jarzące się sfery wielkości około piłki do siatkówki jakie rozsiewają jasne złotawe promieniowanie rozświetlając w środku cały dom w którym wówczas się zatrzymałam były znacznie bardziej interesujące. Ja słyszałam o nich wcześniej oraz że to był nasz gospodarz który je widział, jednak każdy się z nim drażnił i twierdził że wypił on zbyt wiele 'Waipiro' jako że był on dosyć rozsmakowany w swoim piwie. Jednak one istnieją, tak jak je opisałam. Nie mogłam spać owej nocy i odnotowałam jasność bijącą ze stołowego za drzwiami, wyglądnęłam więc przez firanki aby zobaczyć urzekający widok. Nie byłam w stanie dobudzić się swojej koleżanki, aby patrzyła wraz ze mną, dlatego sama wstałam z łóżka i zakradłam się do framugi drzwi w stołowym, ukrywając się w cieniu przejścia, oraz mając wspaniały widok na owe jarzące się sfery - i to wszystko jest prawda! Bawiąc się w przeskakiwanie siebie nawzajem jak żaby, oraz skacząc w dół wzgórza, poprzez bagno, aż do wody zatoki i jakieś 10 stóp od ściany domu, wszystkie przez jakiś czas podążały wzdłuż linii płotów, skacząc wzdłuż wierzchołka płotu z jednej sztachety na drugą potem na słupek, potem ponownie w najbardziej dzecinną zabawę jaką kiedykolwiek mógłbyś zobaczyć! Kontynuowały tak aż minęły nasz budynek i trochę dalej, potem zaś wróciły ponownie, czasami skacząc jedna na grzbiet drugiej. Pechowo tak byłam zaintrygowana że stopniowo wychyliłam się zbyt mocno ze stołowego i mnie w końcu zobaczyły - natychmiast (a było ich co najmniej dwa tuziny) wszystkie ich światła wygasły równocześnie, nawet tych jakie były dosyć daleko, było to urzekające - jakbym to ja właśnie wyłączyła przycisk światła! Nagłość tego wygaszenia była dosyć szokująca, niemal teatralna! Gdybyśmy znajdowali się w zabudowanej przestrzeni wówczas bym posądzała że ktoś, w jakiś sposób wyprawia na nas sztuczkę, jednak nie znajdowaliśmy się w widoku żadnego innego zabudowania za wyjątkiem tych po drugiej stronie zatoki, jako że Haurakei Gulf rozciągał się przed frontem naszego budynku, z prawej strony było strome, porosłe rodzimą puszczą wzgórze, jakieś sto metrów z tyłu znajdowały się bezludne wzgórza 200 - 300 stóp wysokie pokryte dziewiczą puszczą jaka zaczynała się natychmiast za drogą która wspinała się wzwyż do przełęczy, podczas gdy pozostała strona zajmowana była przez wybrzeże zatoki morskiej. Dla mnie owo miejsce było najbardziej dezorientującym w jakim przebywałam w całym swoim życiu, słońce nie wznosiło się tam gdzie by się go spodziewało, zaś zachodziło w miejscu jakiego nie dało się zrozumieć? Zmuszona byłam odwoływać się do mapy drogowej aby zrozumieć dokładnie gdzie się znajduję, a przecież wcale nie jestem nienawykła do lasu, jednak tutaj?! Aby jednak kontynuować opowiadanie o owych światłach, to ciągle patrząc przez boczne okno na drugą stronę bagna i w kierunku wzgórza po prawej stronie, zostałam zaszokowana zobaczeniem zimnego, białego, nie jarzącego się swiatła jakby lampy 'Strażnika' który się pojawił, jakie świeciło przez około 2 - 3 sekundy, potem się wyłączało, zaś po krótkiej chwili pojawiało się ponownie, wabiąc mnie abym podążyła za nim i go znalazła. Wyglądało ono tak blisko, że nawet sprawdziłam teren i zaplanowałam swoją drogę aż do jakiejś jednej trzeciej wysokości wzgórza, jednak wiedząc doskonale że gdybym podeszła do niego bliżej wówczas by się odsunął dalej aż, jak wszystkie przypadki o jakich słyszałam nam to potwierdzają, osoba która go ściga całkowicie się zgubi. Istnieją legendy o tych co go ścigali, itp."
       Odnotuj że powyższy cytat potwierdza iż owe kule światła wykazują inteligencję a nawet lubią się "zabawiać". Potwierdza on także że są one doskonale znane przez lokalny folklor nowozelandzki.


#E3.1. Podobne kule światła widziane są też w innych krajach:

       Obserwacje owych dziwnych latających kul światła nie są ograniczone wyłącznie do Nowej Zelandii. Podobna pojedyńcza kula zimnego światła jest widywana na stokach Babiej Góry w Polsce. Istnieje tam nawet lokalna legenda stwierdzająca, że owa kula światła pilnuje skarbu zbójeckiego ukrytego na zboczach owej góry. Z tego powodu owa polska kula światła nazywana jest "Strażnik". Polskie legendy stwierdzają na jego temat, że osoba która stara się odnaleźć ów skarb zbójecki, będzie przez tego strażnika zwodzona przez tak długo, aż zagubi się na śmierć. Więcej na temat owej polskiej kuli światła zwanej "Strażnik" zawarte jest w traktacie [4b]. Co mnie w tym wszystkim najbardziej intryguje, to że folklor maoryski z Nowej Zelandii nie tylko nazywa ową kulę światła tą samą nazwą "Strażnika" co folklor z Polski, ale również opisuje w taki sam sposób jej zwyczaj powodowania śmiertelnego zagubiania się ludzi.
       Podobne jarzące się kule są widywane jak wzlatują one z wód rzeki Mekong, na granicy Tailandii i Laosu. Lokalnie są one tam znane pod nazwą Naga Fireballs. Najwięcej ich daje się zobaczyć koło świątyni buddyjskiej w Phon Phisai, około 40 kilometrów od północnego miasta tailandzkiego "Nong Khai". Owe kule światła zdają się tam pojawiać ogromnie regularnie w październiku każdego roku nocą przy pełni księżyca. Ich krótki opis zawarty jest w artykule gazetowym o tytule "Goodness gracious, great balls of fire" opublikowanym na stronie C10 z wydania datowanego 7 December 2003 nowozelandzkiej gazety Sunday Star - Times.


#E3.2. Czym właściwie są owe tajemnicze latające kule światła:

       Istnieje wiele spekulacji na temat czym właściwie są owe upiornie jarzące się kule. Dominująca opinia jest, że posiadają one charakter duchowy i reprezentują duchy tych co umarli w wyniku eksplozji Tapanui (opisywanej powyżej). Jednak ja osobiście jestem raczej przekonany, że owe jarzące się kule to sterowane komputerowo miniaturowe UFO-sondy, jakie latają bardzo wolno w stanie telekinetycznego migotania. W zależności od strony z której zostały zaobserwowane lub sfotografowane, dzisiejsza UFOlogia nazywa owe UFO-sondy z użyciem albo niefortunnej nazwy rods - co oznacza "pałeczki" albo też nieco właściwszej nazwy orbs. Nazwa "rods" została im przyporządkowana ponieważ kiedy są one fotografowane z boku podczas szybkiego lotu, wówczas na zdjęciach wyglądają jak wydłużone, upiornie jarzące się pałeczki. Z kolei nazwa "orbs" została im przyporządkowana kiedy podczas lotu zostają sfotografowane od strony swej osi głównej, co nadaje im okrągły kształt. Więcej informacji na temat owych "rods" (tj. bezzałogowych, miniaturowych sond UFO) można znaleźć na stronie internetowej telekinesis_pl.htm a także w podrozdziale U3.1.2 monografii [1/4]. Z kolei na "Fot. 5" i "Fot. 6" ze strony landslips_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "orbs" (kliknij tutaj aby oglądnąć jedno z tych zdjęć). Natomiast na "Fot. 5" ze strony aliens_pl.htm, oraz "Fot. U18" ze strony explain_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "rods" ujawniony albo w pojedynczym błysku, albo też w całym łancuchu kolejnych błysków tzw. "stanu telekinetycznego migotania" (kliknij tutaj aby spróbować oglądnąć jedno z tych zdjęć).


#E4. Kule ceramiczne które spadają z nieba:

       Wszystko zaczęło się w Nowej Zelandii. Najpierw tam zaczęły spadać z nieba na ziemię dziwne ceramiczne kule. Okoliczności w jakich je tam znajdowano oraz sposób na jaki opadły one na powierzchnię łąk i ogrodów ujawniały że definitywnie musiały one pospadać z nieba. Potem zaczęły one spadać z nieba także w innych krajach. Poniżej opisuję wszystkie znane mi przypadki znajdowania owych dziwnych kul. Pokazuję także ich zdjęcia.


#E4.1. Ceramiczne kule spadłe z nieba na Nową Zelandię:

       Kule ceramiczne pokazane poniżej należą do grupy około ich tuzina, jakie znalezione zostały około 1983 roku na jednym z pastwisk farmy z okolic Invercargill. Ja otrzymałem je bezpośrednio od owego farmera. W międzyczasie jednak zagnięły mi jego dane i adres. W zbliżonym czasie byłem też kontaktowany przez kogoś z wybrzeża zachodniego Nowej Zelandii (tzw. "West Coast"), kto znalazł kilka takich kul na swoim własnym ogrodzie. Jedną z poniższych kul wysłałem do Polski dla dokonania badań laboratoryjnych. Niestety, badania te okazały się sprowadzać głównie do jej oglądnięcia, tak że nadal pozostają nam nieznane zarówno jej cechy, jak i jej możliwe pochodzenie i przeznaczenie.
       Jeszcze inne gniazdo zawierające jedną różową oraz ponad 100 białych takich kamiennych kul znalazł w 1978 roku 12-letni wówczas Michael McManaway z Blenheim w Nowej Zelandii. (Adres znalazcy brzmiał w owym czasie: 39 Redwood Street, Blenheim, New Zealand.) Znalezisko to niemal pokrywało się w czasie ze słynnym sfilmowaniem wehikułu UFO ponad Kaikoura w Nowej Zelandii - patrz opis tego sfilmowania w punkcie #E1 powyżej. (Miasteczka Kaikoura i Blenheim sąsiadują ze sobą.) Jego znalezisko najpierw opisała miejscowa gazeta "The Marlborough Express", wydanie z 13 December 1978 roku w artykule zatytułowanym "Boy uncovers mystery on Wither Hills". Artykuł ten informował, że pojedyncza kula waży około 150 gram (około 3 razy więcej niż piłka golfowa), oraz jest wykonana jakby z "marmuru". Potem obszerniejszy artykuł o tytule "Mystery Balls" opublikował na temat owych kul nowozelandzki newsletter-miesięcznik o nazwie "UFOs and other mysteries", wydanie z November 1982 (Issue No. 10), strony 3 do 5. (Miesięcznik ten wydawał prywatnym nakładem niejaki John Thompson, w owym czasie używający adresu P.O. Box 537, Blenheim, New Zealand.) Ten obszerniejszy artykuł informował, że kule są wykonane ze "sprężonej porcelany". Są one aż tak twarde iż przecięcie jednej z nich wymagało użycia piły diamentowej której zajęło około kwadrans zaś snopy iskier aż buchały z kuli. Kula okazała się pełna zaś jej jakby odkolorowana siatka przebiegała ją na wskroś. Artykuł opisuje również jakiś eksperyment na owych kulach, który zdawałby się sugerować że kule te albo generują jakieś silne pole, albo też polaryzują pole grawitacyjne. Niestety, opis eksperymentu jest zbyt mglisty aby móc być niezależnie zweryfikowany. Z opisu tego wynikało że po zawieszeniu jakoś metalowej rybki wędkarskiej nad ową kulą, rybka ta jakoby zaczynała wirować.

Rys. #E3.

Rys. #E3: Tajemnicze kule ceramiczne o wielkości piłek golfowych, jakie powtarzalnie pojawiają się na powierzchni pastwisk Nowej Zelandii i innych krajów świata. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Kule te mają kształt niemal okrągłych jajek. Ujawniają one regularną siatkę pod powierzchnią, ktora sugeruje że są one wytwarzane w przemysłowy sposób. Okoliczności w jakich lokalni farmerzy je znajdują sugerują, że kule te "spadają z nieba". Jak narazie nie spotkałem się jednak z raportem kogoś kto faktycznie zaobserwowałby moment ich upadku z nieba.


#E4.2. Ceramiczna kula spadła z nieba w Niderlandach:

       W 2007 roku zostałem poinformowany, że kolejną kamienną kulę o podobnej wielkości i wyglądzie znalazł latem 2005 roku niejaki Gerard Willems - email: gwillems1@chello.nl. Jego kamienna kula leżała na pastwisku koło niewielkiej miejscowości Brielle w Niderlandach. Współrzędne geograficzne miejsca jej znalezienia, odczytane z Google Earth, wynosiły: 51° 55' 7.24" N, 4° 10' 43.96" E. Wygląd kamiennej kuli Pana Willems'a zilustrowany jest na następującym zdjęciu (kliknij na niniejszy napis aby zdjęcie to sobie oglądnąć).


#E4.3. Ceramiczna kula znaleziona w Rumunii:

       W lipcu 2008 roku otrzymałem emailem informację o kolejnej takiej ceramicznej kuli znalezionej w Rumunii. Osoba która ja znalazłe to niejaki Traian Lixandru - email: traianlixandru@gmail.com. Oto jak on sam opisuje swoje znalezisko - cytuję z jego emaila:
       Znalazłem ją kiedyś w 1996 lub 1997 roku, w kanale niedaleko od mojego domu we wsi Domnesti, województwo Arges, 45°12'49" N, 24°50'47" E (według Google'owskiej Earth). Właśnie czyściłem ten kanał z najróżniejszych kamieni jakie tam się nagromadziły. Natychmiast rzuciła mi się ona w oczy. Pomyślałem że jest to mała piłka, jednak kiedy wziąłem ją w ręce poczuła się bardzo ciężka i jakby ze skały. Od owego czasu sądziłem że kamień ten musi być rodzajem cudu natury, oraz nigdy nie uwierzę że mógłby on być wykonany przez ludzi. (W oryginale angielskojęzycznym: "I found it back in 1996 or 1997, in a canal near my home at my country - village Domnesti, in Arges county, 45°12'49" N, 24°50'47" E (as in Google Earth). I was cleaning the canal from many stones that were there. I saw this stone immediately. I thought that was a little ball, but when I took it in my hands it felt heavy and like a rock. Since then I was thinking that the stone must be a nature miracle, and refuse it to believe that was man made."
       Oto jedno ze zdjęć swojej kuli które on mi dosłał (kliknij na niniejszy napis aby zdjęcie to sobie oglądnąć).


#E5. Inne dziwne obiekty które "spadły z nieba" w Nowej Zelandii:

       Niezwykłe kule ceramiczne opisane w poprzednim punkcie #E4 tej strony wcale nie są jedynymi obiektami które ewidentne spadły z nieba w owym kraju. W niniejszym punkcie wskażę przykłady dalszych takich obiektów i substancji. Oto niektóre z nich.
       Niezidentyfikowany kawałek maszyny. W artykule "Bay's unwelcome flying object still unidentified", ze strony A3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), April 19, 2008, opisano i pokazano fotografię metalowego kawałka jakby wyłamanego siłą z jakiejś maszyny. Kawałek ten "spadł z nieba" w Hawke's Bay. Ważył on około 1 kilograma i był długości około 15 cm. Upadł on z nieba z taką siłą, że przebił dach domu i sufit mieszkania, oraz zniszczył dywan na ziemi. Jednocześnie jednak jego pokryta lekką rdzą powierzchnia nie została nadtopiniona, co świadczy że wcale NIE spadł on z kosmosu. Eksperci aeronautyki stwierdzili że z całą pewnością NIE stanowi on części żadnego z samolotów latających ponad Nową Zelandią.
       Nowa Zelandia najwyraźniej jest też tradycyjnym miejscem ponad którym UFOnauci opróżniają swoje ubikacje. Badzo dziwna substancja, która wygląda jak zawartość półpłynnego kału z ubikacji, która śmierdzi jak zawartość ubikacji, jednak która po zbadaniu okazuje się substancją jakby "mineralną" a nie "organiczną", co jakiś czas opada na dachy nowozelandzkich domów. Cały szereg przypadków opadania owego "mineralnego kału" opisany jest w punkcie #B8 strony internetowej evidence_pl.htm - o dowodach nieprzerwanej działalności UFOnautów na Ziemi.
       Relatywnie często w Nowej Zelandii "spada z nieba" rodzaj węgla, który w punkcie #B3 strony evidence_pl.htm - o dowodach nieprzerwanej działalności UFOnautów na Ziemi opisany jest pod nazwą "węgla warstwowego".
       Warto tutaj też dodać, że obiekty opisane w punktach #G3 i #G4 tej strony również praktycznie "spadły z nieba" w miejsca swego późniejszego znalezienia.


#E6. Nowozelandzkie Yeti - czyli małpopodobni UFOnauci widywani m.in. w Nowej Zelandii:

       Gdyby projekt SETI skierował swoją uwagę na naszą własną planetę - zamiast szukać kosmitów na na odległych galaktykach, wówczas jego badacze szybko by odnotowali że po naszej planecie grasują najróżniejsze rasy UFOnautów. Tyle tylko, że owi UFOnauci starannie ukrywają przed ludźmi swoją obecność na Ziemi - co dosyć obszernie wyjaśniam na stronach internetowych evil_pl.htm - o pochodzeniu zła na Ziemi, oraz memorial_pl.htm - o metodach ukrywania swojej obecności przez UFOnautów. Z ogromnej różnorodności ras UFOnautów grasujących po Ziemi, dosyć unikalna jest rasa owłosionych UFOnautów wyglądających jak małpy. Rasa owa najlepiej jest znana na świecie pod nazwą "Yeti". Warto jednak odnotować że ową nazwą Yeti UFOnauci ci nazywani są przez lokalną ludność Himalajów. W innych zaś miejscach na Ziemi ci sami futrzaści UFOnauci nazywani są innymi nazwami. Zależnie od kontynentu i kraju przyjmują oni nazwy: "Yeti", "Snowman", lub "Almas" (Azja); Migoi (himalajski Bhutan); "Big-Foot" lub "Oh-mah-ah" (USA), "Sasquatch" (Canada), Yowie (Australia), oraz "Maroero" (Maorysi z Nowej Zelandii) - po szczegóły patrz podrozdział O6 z tomu 12 monografii [1/4]. Faktycznie istnienie Yeti nie ulega już wątpliwości. Przykładowo, zgodnie z artykułem "Expert says Yeti sketch 'proof' " ze strony A15 nowozelandzkiej gazety "Weekend Herald", wydanie datowane w sobotę (Saturday), June 7, 2008, cały skalp Yeti jest trzymany w jednym z buddyjskich monesterów z himalajskiego Bhutan'u.
       Futrzaści UFOnauci wyglądający jak małpy relatywnie często widywani są w Nowej Zelandii. Rysunek odtwarzający dokładny wygląd tych futrzastych UFOnautów, sporządzony przez aż trzech naocznych świadków którzy ich widzieli, opublikowany był w artykule "Aliens Sighted" (tj. "Kosmici widziani") który ukazał się na stronach 1 i 5 już obecnie nie istniejącej nowozelandzkiej gazety o nazwie Sunday News (published by News Media (Auckland) Ltd., Glenside Crescent, Auckland, New Zealand, with office at 78 Victoria Street, Wellington), wydanie z niedzieli (Sunday), May 14, 1989 (kliknij tu aby oglądnąć sobie ten rysunek). W obserwacji tej trzech futrzastych UFOnautów widzianych było przez trzech golfiarzy na międzynarodowym polu golfowym o nazwie "Wairakei International course". Pole to zlokalizowane jest na północnej stronie miasta Taupo z Północnej Wyspy Nowej Zelandii. Obserwatorom udało się zbliżyć na odległość do około 50 metrów od tych futrzastych UFOnautów. Stąd ich opis jest relatywnie dokładny. Opisują oni wygląd owych UFOnautów jak następuje: około dwumetrowego wzrostu, szczupli, pokryci bujnym futrem, koloru jaskrawo zielonego, o małpich rysach twarzy. Kiedy zostali spłoszeni wydali dziwnie brzmiący świdrujący dźwięk piszczący i uciekli w krzaki. Obseracja zilustrowana w owym artykule była trzecią z kolei obserwacją grupy takich samych UFOnautów widzianych na owym polu golfowym.
       W nowozelandzkich gazetach powtarzalnie i często pojawiają się artykuły które zawierają opis materiału dowodowego który dokumentuje faktyczne istnienie owych Yeti-podobnych stworzeń. Przykładowo, taki właśnie artykuł o tytule "Hoax, legend, obsession" ukazał się na stronie B2 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), January 22, 2008. Artykuł ten m.in. podsumowywał najpowszechniej znane obserwacje Bigfoot i dowody na jego istnienie. Inny artykuł o tytule "Expert says yeti sketch proof" (tj. "Fachowiec stwierdza że rysunek yeti jest dowodem") ze strony A15 nowozelandzkiej gazety "Weekend Herald", wydanie datowane w sobotę (Saturday), June 7, 2008 opisuje istniejący skalp z Yeti jaki ktoś oglądał w buddyjskiej świątyni w Himalajach Bhutan'u.
       Najbardziej szokujące jest, że zdjęcie Yeti maszerującego sobie po powierzchni Marsa zostało przesłane na Ziemię przez amerykańskiego robota "Spirit" który ostatnie 4 lata automatycznie fotografuje powierzchnię Marsa. Postać tego Yeti na zdjęciu NASA z Marsa wypatrzył najpierw jakiś amator i natychmiast umieścił je w Internecie pod nazwą "Marsjański Bigfoot". Jak ta postać wygląda, czytelnik sam może to sobie zobaczyć wyszukując owego zdjęcia w Internecie poprzez słowa kluczowe Martian Bigfoot. Oto reprodukcja tamtego marsjańskiego zdjęcia z maszerującym Yeti - niestety tutaj niezbyt wyraźna bowiem zreprodukowana ze zwykłej gazety (kliknij tu aby oglądnąć sobie to zdjęcie). Potem to samo zdjęcie zaczęły też pokazywać gazety. Przykładowo w Nowej Zelandii ilustrowało ono m.in. artykuł "Life on Mars or just a funny-shaped rock" (tj. "Życie na Marsie czy też śmiesznie ukształtowana skałka"), ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), January 24, 2008. Oczywiście NASA twierdzi że zdjęcie to pokazuje jedynie marsjańską skałę ukształtowaną w postać maszerującego Yeti.


#E7. Miniaturowe ludziki o "nadprzyrodzonych" mocach, widywane do dzisiaj w Nowej Zelandii:

       Nowa Zelandia posiada znaczną ilość gór i lasów do których ludzie bardzo rzadko zaglądają. Ci zaś odważni którzy tam się zapędzą, często raportują potem spotkania z niezwykłymi istotami ludzko-podobnymi. Istoty te są różnych wielkości i wyglądu, w swej rozmaitości doskonale odpowiadając raportowanym przez badaczy UFO rasom i wielkościom najróżniejszych UFOnautów. Tyle że kiedy ich wehikuły UFO nie są równocześnie widziane przez ludzkich obserwatorów, istoty te raczej są opisywane jako nadprzyrodzone stwory, niż jako UFOnauci.
       Niezależnie od dużych futrzastych stworów podobnych do Yeti a opisanych w poprzednim punkcie, w Nowej Zelandii często widywane są też maleńkie ludziki. Co ciekawsze, ich obserwacje dokonywane są nie tylko w bezludnych lasach, ale również w mieszkaniach i domach z gęsto zamieszkałych obszarów. Wielkość tych ludzików może czasami być aż tak mała, że ich wzrost przyrównywany jest do wysokości litrowej butelki po Coca Coli. Wygląd tych istot odpowiada wyglądowi innych równie maleńkich choć wysoce złośliwych UFOnautów widywanych do dzisiaj w praktycznie wszystkich krajach Ziemi i znanych po świecie pod różnymi nazwami. Przykładowo na obszarze Polski istoty te nazywane są "krasnoludkami" - patrz ich opis podany w punkcie #11 strony wszewilki.htm - o niezwykłościach wsi Wszewilki. W Malezji nazywane są one "toyol" - patrz ich zdjęcie publikowane jako "Fot. 20" na stronie day26_pl.htm - o morderczym tsunami z dnia 26 grudnia 2004 roku (kliknij na niniejszy zielony napis aby zobaczyć to zdjęcie). Natomiast w Nowej Zelandii po mangielsku nazywane są one "children of the mist" (tj. "dzieci z mgły"), "hobbits", lub "fairy", zaś po maorysku "turehu" i "patupaiarehe".
       Owe niezwykłe miniaturowe ludziki z Nowej Zelandii są tam widywane do dzisiaj i to relatywnie często. Ja osobiście znam aż pięć ludzi którzy je widzieli na własne oczy i potem mi raportowali swoją obserwację. (Jedną z tych osób jest moja koleżanka, Anna Christie, innymi są moja była studentka, Suzanne Poutu, mój przyjaciel Anthony J. Huddy, oraz ta sama osoba która opisała mi swoją obserwację ognistych kul z punktu #E3 powyżej, jeszcze inną jest znajoma której ojciec - wykładowca z Otago, był przez owe złośliwe ludziki trapiony całymi miesiącami aż do załamania nerwowego.) Cztery z tych raportowanych mi obserwacji dokonane zostały w domach, a jedna nawet w sypialni. Tylko jedna obserwacja miała miejsce na polu. Raporty z obserwacji owych niezwykłych ludzików co jakiś czas pokazują się też w prasie nowozelandzkiej. Jeden z artykułów z takim raportem, którego dane bibliograficzne sobie odnotowałem, nosił tytuł "Hobbits and the lord of the forest", a opublikowany był na stronie A14 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), March 11, 2008. Opisuje on obserwację takiej małej istotki na obszarze prastarej rodzimej puszczy zwanej Waipoua kauri forest.


#E8. Chupacabra ("czarna pantera") z Ashburton - tj. makabryczna maskotka UFOnautów:

       UFOnauci dali się nam już dobrze poznać z jednego wstrętnego sekretu, mianowicie że bez przerwy ukrywają przed ludźmi swoją nieustanną obecność na Ziemi. Niestety, mają oni również wiele dalszych "mrocznych sekretów" do ukrycia. Jednym z takich "mrocznych sekretów" jest ich "maskotka", albo zwierzątko, jakie lubią trzymać na swoich wehikułach UFO. Owa maskotka jest ogromnie dziwnym produktem inżynierii genetycznej. Faktycznie jest to bowiem "poskładane zwierzę". Stanowi ono genetyczne skrzyżowanie lwa z orłem. Może ono mieć wiele maści i kolorów, podobnie jak nasze psy domowe. Jednak najczęściej widywane jest jako całkowicie czarne. Wygląda wówczas trochę jak czarna pantera lub jak muskularny czarny pies (z rasy zwanej "rottweiler"). Jednak kiedy poczuje się zagrożone, wówczas rozpościera ogromne czarne skrzydła i ulatuje w powietrzu. Straszną częścią owego zwierzęcia jest to, że żywi się ono krwią. Z tego powodu UFOnauci często wypuszczają je na ziemię w najróżniejszych bezludnych miejscach, tak aby sobie mogło zapolować na ziemskie zwierzęta i aby nasyciło się ich krwią. W obecnych czasach badacze UFO nazywają tego potwora słowem chupacabra co dosłownie oznacza "wysysacz kóz ("goat sucker") - jako że lubuje się ono w wysysaniu krwi z kóz i z owiec. Jednak w dawnych czasach to samo potworne zwierzę znane było pod odmienną nazwą gryfa. Kiedy taka chupacabra (gryf) zabije jakieś stworzonko, ludzie zwykle nie wiedzą że padło ono ofiarą owego potwora. Powodem jest, że gryf wcale nie rozrywa na strzępy ani nie uszkadza w żaden sposób swojej ofiary. Jedyne co w niej czyni, to dwie niewielkie dziurki, jakie zwykle stają się niewidoczne, bowiem ukryte są w sierści ofiary. Potem zaś wysysa ze swojej ofiary całą krew przez owe dwa niewielkie otwory. W rezultacie, kiedy potem ludzie znajdują zwłoki ofiar tego potwora, zwykle sądzą że ofiary te zmarly w "naturalny" sposób. Nie oglądają więc ani badają ich wystarczająco wnikliwie aby odkryć owe dwa małe otworki oraz zupełny brak krwi.
* * *
       Na przekór że UFOnauci starają się ukrywać te potwory przed ludźmi, w różnych częściach świata są one widywane od czasu do czasu. W takich przypadkach zwykle są one mylone albo z "czarnymi panterami", albo też z dużymi czarnymi psami. Oczywiście, kiedy później ludzie szukają aby znaleźć tego dzikiego zwierza, okazuje się że jest on nieuchwytny ponieważ w międzyczasie wra